Krem nawilżający Garden Roses Make Me Bio

Garden Roses powinien się nazywać “Miłość od pierwszego wejrzenia”. Rzadko, naprawdę rzadko zdarza mi się bowiem odkrycie kosmetyku, który już po pierwszym tygodniu stosowania wskakuje na moją listę: Ukochane i będę kupować po wsze czasy. Krem kupiłam, zdjęłam konopny sznureczek, sugerujący, że zawartość jest w 100% eko i odkręciłam wieczko. A później odleciałam.

Jeśli chcecie wiedzieć, jak pachnie Garden Roses, idźcie wczesnym wieczorem do różanego ogrodu. Szukajcie tam dzikich, ciemnoróżowych róż upajających wonią, ale rozejrzyjcie się za hodowlanymi pięknotkami o herbacianym odcieniu i słodkim, miodowym aromacie. Make Me Bio kupiło mnie tym zapachem od razu.

Nie mam skóry suchej. Wrażliwa jest, owszem, czasami lekko przesuszają mi się okolice policzków i skroni. A mimo to Garden Roses nie jest dla mojej mieszanej cery za tłusty. Stosuję go zawsze po wieczornym oczyszczeniu twarzy, nakładam na szyję, dość hojnie dawkuję pod oczy. I jestem zachwycona efektem nawilżenia, jaki daje. Zero podrażnień, zero szczypania, wysypu krostek, jest tylko gładka skóra.

Co lepsze, jeden słoiczek podarowałam mamie, posiadaczce bardzo suchej skóry. Zachwycona. Posmarował się także mój tata, gdy skończył mu się krem po goleniu. Komentarz? Wiesz, on jest naprawdę pierwsza klasa. Trafione w punkt, bo to eko krem z najwyższej półki. Aż chce się powiedzieć: Dobre. I polskie!

Krem nawilżający Garden Roses Make Me Bio

Krem nawilżający Garden Roses Make Me Bio
9.8

Nawilżanie

9.0/10

Odżywianie

10.0/10

Zapach

10.0/10

Szanse, że kupię ponownie

10.0/10

Stosunek ceny do jakości

10.0/10

Plusy

  • Zapach, zapach, zapach
  • Skład, nie ma się do czego przyczepić
  • Design opakowania, aż cieszy oczy
  • Produkt polski, jestem dumna, że mamy coś tak dobrego w ofercie

Minusy

  • Brak, uwielbiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *